Bos016

Współczesna opowieść o historii Kościoła.

Współczesna opowieść o historii Kościoła.

Współczesna opowieść o historii Kościoła coraz rzadziej bywa próbą zrozumienia przeszłości. Częściej przypomina akt oskarżenia, w którym wyrok zapadł wcześniej, a fakty dobiera się tak, by wzmocnić poczucie winy

. Historia Kościoła ma być historią ciemności: przemocy, hipokryzji, władzy i strachu. Człowiek wierzący ma spuścić głowę, przeprosić i najlepiej milczeć. W tej narracji nie ma miejsca na dumę, wdzięczność ani pamięć dobra. Jest tylko wstyd.

Mechanizm ten jest prosty.
Z wielowiekowej historii wybiera się epizody rzeczywiste, lecz wyrwane z kontekstu, a następnie interpretuje je według dzisiejszych kategorii moralnych, jakby przeszłość miała obowiązek myśleć językiem XXI wieku
.
Błędy ludzi Kościoła – realne i bolesne – przedstawia się tak, jakby były jego istotą, a nie zaprzeczeniem Ewangelii, którą głosił. Tymczasem żadna ludzka instytucja nie jest wolna od grzechu swoich członków, a Kościół nigdy nie twierdził, że jest wspólnotą ludzi doskonałych. Przeciwnie, od początku mówił, że jest wspólnotą grzeszników potrzebujących nawrócenia.

To, co uderza najbardziej, to selektywność tej narracji.

Rzadko wspomina się, że to Kościół był jednym z głównych nośników idei godności osoby ludzkiej, że bronił życia słabych w świecie, który uznawał ich za zbędnych, że przez wieki tworzył szpitale, uniwersytety, systemy opieki społecznej i fundamenty edukacji. Rzadko mówi się o mnichach, którzy ocalili dorobek starożytności, o misjonarzach niosących nie tylko wiarę, lecz także język, alfabet i kulturę, o świętych, którzy sprzeciwiali się władzy w imię sumienia. Te fakty nie pasują do opowieści o Kościele jako wyłącznie opresyjnej sile, więc stopniowo znikają z powszechnej świadomości.

Wstyd, który próbuje się dziś zaszczepić, nie jest wstydem zdrowym ani oczyszczającym. Nie prowadzi do prawdy, lecz do zerwania z własną tożsamością. Człowiek pozbawiony dumy ze swojej historii łatwiej zgadza się na jej odrzucenie. Gdy przeszłość zostaje przedstawiona jako pasmo błędów i zbrodni, teraźniejszość nie ma już czego bronić, a przyszłość nie ma na czym budować.

W tym sensie narracja wstydu nie jest tylko oceną historii Kościoła. Jest narzędziem kulturowej amnezji.

A przecież możemy, a nawet powinniśmy, być z tej historii dumni.

Nie w sposób naiwny ani bezkrytyczny, lecz dojrzały. Duma nie polega na zaprzeczaniu grzechom, ale na uznaniu, że mimo nich Kościół był i jest przestrzenią, w której rodziło się dobro przekraczające epoki. To z jego wnętrza wyrastały impulsy reformy, troski o ubogich, obrony sumienia i sprzeciwu wobec tyranii. To on uczył, że miłość bliźniego nie jest sentymentem, lecz obowiązkiem.

Historia Kościoła nie jest historią doskonałości, ale historią walki między Ewangelią a ludzką słabością. Właśnie dlatego jest prawdziwa.

W świecie, który coraz częściej tworzy sterylne narracje o postępie bez winy i przyszłości bez ofiary, Kościół przypomina, że człowiek jest zdolny zarówno do zła, jak i do heroicznego dobra. Jeśli każe się nam wstydzić tej historii, to być może dlatego, że wciąż zbyt wyraźnie pokazuje ona, kim człowiek naprawdę jest i kim mógłby być, gdyby nie zapomniał o swoim źródle.

Ks. Tomasz Białoń.
1705

Nie wiem kim jest Ks. Tomasz, ale w tym akurat ma dużo racji . . .
tylko czy wstyd bycia
Katolikiem posoborowym też pod to podlega???!